Skip to main content

“Przecież to tylko kontrola jakości. Fabryka mówi, że wszystko jest w porządku.” To zdanie słyszeliśmy już wiele razy. Zwykle pada w momencie, gdy przedsiębiorca chce ograniczyć koszty pierwszego zamówienia. Cena produkcji wydaje się atrakcyjna, transport policzony, marża w Excelu wygląda dobrze. Kontrola jakości? „Może następnym razem”.

Problem w tym, że w imporcie z Chin błędy nie są drogie w momencie produkcji. One stają się drogie dopiero wtedy, gdy towar dociera do Polski.

Co może się wydarzyć, gdy pominiesz kontrolę jakości przed wysyłką?

Z naszego doświadczenia wynika, że większość problemów nie wygląda spektakularnie. To nie są dramatyczne wady w całej partii. Częściej to różnice w kolorze, drobne uszkodzenia, niezgodność z próbką, błędne oznaczenia czy niedopilnowane detale wykończenia. Na poziomie fabryki wydają się nieistotne. Na poziomie sprzedaży detalicznej zaczynają kosztować.

Część towaru trafia na przecenę. Część generuje zwroty. Pojawiają się reklamacje, negatywne opinie, dodatkowa obsługa klienta. Marża, która na papierze wyglądała bezpiecznie, zaczyna się kurczyć. Co więcej, wadliwa partia blokuje kapitał w magazynie, a każda wada oznacza podwójny koszt logistyki i obsługi.

Najdroższy w imporcie nie jest sam produkt. Najdroższy jest moment, w którym problem odkrywasz dopiero po dostawie.

Dlaczego kontrola jakości w Chinach to decyzja finansowa, a nie operacyjna?

Kontrola jakości przy imporcie z Chin nie jest dodatkiem do procesu. To element zarządzania ryzykiem i ochrony marży. Różnica polega na tym, że błąd wykryty w fabryce daje możliwość decyzji. Błąd wykryty w Polsce oznacza już koszt. Kontrola przed wysyłką pozwala sprawdzić zgodność partii z ustaleniami, zweryfikować jakość wykonania, oznaczenia i opakowania, a w razie potrzeby wstrzymać wysyłkę lub wymagać poprawek. To moment, w którym przedsiębiorca ma wpływ na sytuację. Po dostawie wpływ jest ograniczony.

Widzieliśmy już wiele projektów, w których oszczędność na kontroli jakości oznaczała później wielokrotnie wyższe straty. I widzieliśmy też odwrotne sytuacje – drobne niezgodności wykryte przed wysyłką, które udało się skorygować bez wpływu na wynik finansowy całego zamówienia.

Jak wygląda kontrola jakości w praktyce przy imporcie z Chin?

W praktyce kontrola jakości to realne sprawdzenie partii przed wysyłką. To nie jest deklaracja fabryki ani zdjęcia przesłane mailem. To weryfikacja zgodności z ustaleniami, dokumentacja zdjęciowa, raport i jasna informacja dla klienta, czy towar spełnia ustalone standardy.

W Primot traktujemy kontrolę jakości jako standard procesu, nie opcję dodatkową. Realizujemy setki importów miesięcznie i tysiące rocznie. Wiemy, gdzie najczęściej pojawiają się niezgodności, jakie elementy wymagają szczególnej uwagi i jak szybko drobny detal może zmienić wynik finansowy całego projektu.

Czy można sobie pozwolić na brak kontroli jakości przy imporcie?

Oczywiście, że można. Tak samo jak można prowadzić projekt bez planu i liczyć, że wszystko pójdzie dobrze. Czasem się udaje. Czasem nie. Z perspektywy przedsiębiorcy pytanie nie brzmi jednak, czy kontrola jakości kosztuje. Pytanie brzmi, ile może kosztować jej brak. W imporcie decyzje podejmuje się przed wysyłką, nie po dostawie. Dlatego kontrola jakości to nie formalność. To moment, w którym chroni się marżę, reputację i spokój operacyjny firmy.

Bo problem wykryty w magazynie to już strata.
Problem wykryty w Chinach to jeszcze decyzja.